RODZICIELSTWO WG SINGLA

fot. Sylwia Woronowicz

 http://stylzycia.newsweek.pl/

„Rodzicielstwo według singla.”

Dziecko tak, związek nie. Polskim singlom płci obojga żaden pomysł na bycie rodzicem nie jest obcy: szukają dawcy z ogłoszenia, z banku spermy, składają propozycje koleżankom ze szkoły.

Do psychologów zgłasza się coraz więcej kobiet z pytaniem, czy decydować się na całkowicie samodzielne macierzyństwo. 

Ławka w warszawskim parku Ujazdowskim. Ona – Aneta Barcikowska, lat 38, pracuje w banku. On – Jarek Michalczuk, lat 41, informatyk, pasjonat wschodnich sztuk walki. Ono – dwuletni Antek Michalczuk. Biega z samochodem-zabawką w ręku po parkowej alejce. Pod ławką wypchana torba: Jarek zabiera syna na długi weekend. Ma to zagwarantowane w umowie, którą podpisali u prawnika, zanim jeszcze spłodzili małego. Czy opowiedzą o tym dziecku? – Nie wiem, czy w przyszłości będę miał tyle jaj, żeby powiedzieć synowi o tym, jak przyszedł na świat: Jesteś z inseminacji. Pan doktor zakroplił cię pipetką, bo tata i mama się nie kochali. Brzmi strasznie – tłumaczy. Aneta się oburza, że ona kłamać nie będzie. – Przecież nie musimy kilkulatkowi mówić o szczegółach. Wystarczy mu, że tata i mama oboje pragnęli dziecka i dlatego je zrobili i oboje bardzo go kochają. 

Aneta i Jarek poznali się przez internet. Ona szukała dawcy nasienia. Przez wiele lat byłam związana z żonatym mężczyzną. On co roku obiecywał, że się rozwiedzie i wtedy pomyślimy o dziecku. W końcu ten związek się wypalił – opowiada. A zegar biologiczny tykał. Postanowiła zostać samotną matką. Nie była do końca zdecydowana, czy woli, by ojciec dziecka pozostał anonimowy dawcą, czy tatą „na odległość”.- Intuicja mi podpowiadała, że lepiej, by był to ktoś, kogo dziecko widywałoby chociaż dwa razy do roku. Ale gdybym nikogo takiego nie spotkała, byłam zdecydowana zajść w ciążę ze zdrowym, inteligentnym dawcą – mówi.
Jarek trafił na ogłoszenie Anety przypadkiem – przynajmniej tak twierdzi, ale Aneta puszcza oko. Jarek jest zakłopotany. No dobrze, zawsze chciał mieć dziecko. Rodzinę, dom, wspólne spacery. Ale z kolejnymi dziewczynami nie wychodziło. Po prostu nie chciało zaiskrzyć. A on chciał być tatą. Czasami w drodze do pracy zatrzymywał się w parku i patrzył na bawiące się maluchy. Przysiadał tylko na chwilę, bo bał się, że go wezmą za pedofila. A potem szybko odchodził. Gdy zobaczył ogłoszenie Anety, natychmiast odpisał, że chętnie w to wejdzie. Nawet dołączył zdjęcie.- Dopiero jak wysłałem e-maila, zacząłem myśleć o konsekwencjach – tym razem śmieje się Jarek. Ale nie żałuje, oboje nie żałują.- Mam nadzieję, że gdy Antek dorośnie, to taka rodzina jak nasza nie będzie nikogo dziwić – mówi Jarek.

Życie przerasta sztukę
Gdy wpadłam na pomysł napisania mojej sztuki, wcale nie byłam pewna, czy taka historia mogła się zdarzyć naprawdę – mówi Karolina Szymczyk-Majchrzak, autorka „Rozmów nocą”. Ich główna bohaterka Marysia szuka dawcy nasienia, ponieważ zamierza urodzić i wychować samotnie dziecko. Dawca musi spełniaćokreślone warunki, lecz związek z nim nie wchodzi w rachubę. – Tylko jaki facet odpowie na taki anons? Pewnie spragniony rodzinnego ciepła gej albo  małolat, który chce po raz pierwszy w życiu przespać się z dziewczyną – zastanawiała się autorka. – A ja sobie wymyśliłam, że powinien to być fajny, miły, heteroseksualny trzydziestoparolatek.

Karolina grzebała w internecie, wypytywała znajomych. Notowała historie, znajdowała kolejne strony z ogłoszeniami, fora internetowe. Szybko odkryła, że życie przerosło literacką wyobraźnię. Polskim singlom płci obojga żaden pomysł na alternatywne rodzicielstwo nie jest obcy: dziecko z ogłoszenia, z banku spermy, z przyjaciółką.

Nikt nie pyta samotnej matki lub weekendowego ojca, w jakich okolicznościach zostali rodzicami. Z góry zakładamy, że to wpadka lub pamiątka po nieudanym związku. Tymczasem coraz częściej jest to świadoma decyzja. Ludzie decydują się na dziecko, choć nie zamierzają być ze sobą – mówi psychoterapeutka Sylwia Woronowicz z warszawskiej Poradni Zdrowia Psychicznego.

„Projekt dziecko” to nazwa katalogu w komputerze Elizy Gaul, zabieganej współwłaścicielki restauracji. Jest w nim wszystko, co związane z małą Amelką. Setki zdjęć robionych od pierwszych godzin życia. Kalendarz szczepień, plik Excela z wydatkami. Numery polis, daty wizyt lekarskich. Pierwszy wpis nosi datę 10 kwietnia – wtedy, w dniu swoich 35. urodzin, postanowiła: niezależnie od wszystkiego będę miała dziecko.

I mam – mówi. Z banku spermy, normalnie. Poszłam, powiedziałam, że chcę mieć dziecko, zapłaciłam. Eliza jedną ręką przytrzymuje siedzącą na kolanach Amelkę, a drugą klika w plik: – Łącznie 4200 zł za badania, wizyty i dwie inseminacje. No i mam moje szczęście. Z rozczuleniem całuje córkę. Eliza opowiada, że gdy miała dwadzieścia parę lat, unikała małych dzieci jak ognia, a na młode szczebioczące mamusie miała alergię. Dziesięć lat później nadal unikała i dzieci, i mamuś, ale z zupełnie innego powodu. –Skręcało mnie z zazdrości. Te wyciągnięte pulchniutkie łapki, to „mamo”. Najbardziej mnie brały takie jedno-, dwuroczniaki. Jak widziałam dziewczynę z takim maluchem, co stawia pierwsze kroki, uczepiony spódnicy, to byłam gotowa zabić, żeby być na jej miejscu.

Eliza jest blondynką, trochę pulchną, ale bardzo atrakcyjną. Nie narzekała na brak męskiego zainteresowania. Tyle że tych najfajniejszych facetów robiło się coraz mniej, a ona coraz bardziej chciała dziecka. – Próbowałam nawet wpaść. Ale wbrew pozorom to wcale nie takie proste. Jak ja miałam owulacje, on był na szkoleniu. Rozregulowały mi się cykle, on chyba zaczął coś podejrzewać. Pytał, czy regularnie łykam pigułki. W końcu zaszłam w ciążę. Zrobił potworną awanturę, odszedł. Z nerwów poroniłam. 

Po roku, w dniu swoich urodzin, otworzyła „projekt dziecko”. Była w kilku klinikach, dopiero w czwartej potraktowano ją jak człowieka. – W jednej z warszawskich klinik lekarka parę razy w ciągu jednej wizyty pytała, czy na pewno chcę skorzystać z banku spermy. W innej lekarz zadał mi pytanie, dlaczego sama chcę wychowywać dziecko. W trzeciej powiedzieli, że wśród dawców nie ma takiego, jakiego szukam. Czułam się jak trędowata. 

W Polsce inseminacji nasieniem anonimowego dawcy może poddać się każda kobieta, również samotna. W prawie nie ma zapisu, który by na to nie pozwalał – mówi prof. Sławomir Włoczyński z białostockiej Akademii Medycznej. W Polsce używa się nasienia obcego dawcy w 2 proc. zabiegów in vitro i w 10 proc. inseminacji. Ze statystyk wynika, że rocznie przychodzi na świat 1,5 tys. dzieci z probówki i pięciokrotnie więcej z inseminacji. Lekarze szacują, że 5 proc. to dzieci matek samotnych z wyboru. Drugie tyle to kobiety i mężczyźni, którzy chcą mieć potomstwo ze sobą, ale bez intymnego kontaktu. Najprawdopodobniej też realizują „projekt dziecko”.

Do psychologów zgłasza się coraz więcej singli – przede wszystkim kobiet – po poradę, czy decydować się na całkowicie samodzielne macierzyństwo. Kiedy kobieta, która jest w związku, chce zajść w ciążę, nikt nie zadaje pytań. Natomiast kiedy samotna kobieta chce mieć dziecko, wszyscy zastanawiają się dlaczego. Najprawdziwsza jest odpowiedź najprostsza: bo chce być matką – opowiada psycholog Sylwia Woronowicz. Tłumaczy, że samotne kobiety po trzydziestce chcą mieć dziecko jak najmniejszym kosztem – osobistym, emocjonalnym, materialnym. Dla nich związanie się z mężczyzną, który kiedyś być może okaże się gotowy, aby mieć dziecko, właściwy pod względem zdrowotnym, genetycznym – jest niepewne. Można ponieść duże koszty,nie otrzymując nic. – Myślę, że kobiety, które podejmują taką decyzję, są bardzo świadome. To przecież nie jest działanie pod wpływem impulsu. Wymaga podjęcia konkretnych kroków. I decyzji. Do tego trzeba dojrzeć.

Apartament, bryka, syn.
Trudniejsze do rozszyfrowania i mniej jednoznaczne są motywy mężczyzn.
Sylwia Woronowicz zauważa, że ojcostwo po prostu stało się trendy. Kobiety zaś są coraz bardziej wybredne w doborze partnerów. Dlatego mężczyźni zaczynają doceniać alternatywne formy rodzicielstwa. Jakub, bohater „Rozmów nocą”, odpowiada na ogłoszenie Marysi, bo jest samotnym romantykiem. Chce, żeby coś się w jego życiu działo.- Gdy umieściłam swoje ogłoszenie, dostałam mnóstwo ofert – opowiada Aneta.- Tylko kilku gości chciało pieniędzy za spermę. Kilku małolatów mnie namawiało, żebyśmy zrobili to po bożemu – śmieje się. – Reszta to byli poważni faceci: chcieli pomóc, niektórzy nawet płacić alimenty i zabierać dziecko na weekendy. Myślę, że mieli dobre intencje – opowiada. Zdecydowała się na Jarka, bo był konkretny i akceptował zasady, które ustaliła ona.

Forum internetowe Lesmama, dzięki któremu się poznali, w intencji założycieli miało służyć przede wszystkim osobom homoseksualnym. W praktyce stało się największą giełdą pośrednictwa dla wszystkich pragnących dziecka: kobiet, mężczyzn, a nawet par, które z jakiegoś powodu muszą skorzystać z dawcy. Prawie połowa ogłoszeń to anonse potencjalnych ojców. Większość z nich twierdzi, że pragnie pomóc z altruistycznych pobudek, dać komuś szczęście. I wybiera anonimowość.

Pisała do nich Eliza, zanim zdecydowała się na bank spermy. – W końcu zrezygnowałam, bo, może głupio zabrzmi, gdy ja to mówię, ale oni wydawali mi się jacyś dziwni. Jeden miał ego jak nadęty balon, mówił, że takie dobre geny jak jego powinny się replikować, drugi coś kombinował z pieniędzmi. Bałam się, że ktoś mnie potem będzie szantażować, żądając kasy, albo ingerować w życie moje i dziecka – mówi. Dlatego zdecydowała się na bank spermy. Ojca dla Amelki wybrała wspólnie z lekarką, z katalogu.

 Nie mam kompleksów ani manii wielkości. Jestem normalnym facetem – poważnym tonem wyjaśnia Jacek, adwokat z dużej stołecznej kancelarii, ale oczy mu się śmieją. Kancelaria jest znana, a Jacek ma maniery nienaganne i taką samą prezencję. Elegancki luzak. Z koleżanką z piaskownicy, Basią, ma syna, rocznego Igorka. Tłumaczy, że jego dojrzewanie do partnerskiego rodzicielstwa, jak to określa, było uproszczone. – Mam dwóch kolegów, którzy poszli na taki układ – opowiada. – Obaj nie żałują. Najpierw Bartek, barman w modnym klubie, zrobił dziecko jednej ze stałych klientek. Ona miała męża o 40 lat starszego, który nie chciał czy nie mógł mieć potomstwa, ale powiedział: „Znajdź sobie kogoś, niech ci zrobi dziecko”. Kobieta poprosiła Bartka. Ten długo myślał, w końcu się zdecydował, ale postawił warunek: chce widywać dziecko. Jedyną niezadowoloną osobą jest teraz ten starszy mąż, bo szkrab, już pięcioletni, woła na niego „dziadku”. Potem był kumpel Jacka, Tomek, też prawnik, ale z Trójmiasta. Na czacie randkowym poznał zgrabną, przebojową dziewczynę. Dyrektor ds. marketingu w jednym z warszawskich wydawnictw. Spotykali się dwa razy w miesiącu w wiadomym celu. Bez zobowiązań. Facet nie wiedział, że kobietka zagięła na niego parol i próbuje zajść w ciążę. Przynajmniej do czasu, gdy się pokłócili i ona wykrzyczała mu w twarz, że jest bezpłodny. – Tomek chodził struty przez miesiąc i zastanawiał się, czy to prawda. Poszedł do lekarza, okazało się, że faktycznie ma niemrawe plemniki. Pomogła witaminowa kuracja. Zadzwonił do niej i zaproponował przyjacielski układ – opowiada Jacek. – Spisali umowę z paragrafami na wszystkie możliwe okoliczności i sprowadzili na świat Zośkę. Gdy zatem Jacek spotkał na szkolnym zjeździe absolwentów Basię i ona wypiła trochę za dużo wina i mu się zwierzyła, że poszłaby do łóżka z każdym, żeby tylko mieć dziecko, powiedział: to ja mogę być ojcem. – Znam Basię od lat. Wiedziałem, że jest fajna, mądra i ciepła. I że będzie dobrą matką. Nie pomyliłem się – tłumaczy Jacek. Pytany, czy nie myślał, żeby się z Basią po prostu ożenić, uśmiecha się dyplomatycznie. On lubi dziewczyny młodsze, studentki. Bystre, obyte, zadbane. A Baśka jest wspaniała – ale nie taka. Tyle że te jego panny na pytanie o dziecko parskają śmiechem i mówią: może za 10 lat. A jemu niedługo stuknie 40. Miał wszystko, oprócz dziecka. 

Piszecie o wyluzowanych singielkach z dużych miast. Ja taka nie jestem – broni się przed rozmową Basia. – Jestem urzędniczką z małego miasteczka. Basia miała męża, a on – kłopoty z płodnością. I z narkotykami. Lekarz w poznańskiej klinice powiedział: ograniczy pan używki, będziecie mieli dziecko. Jeśli nie, nie ma szans. Ale dla męża Basi to było zbyt duże wyrzeczenie. W końcu się wkurzyła i wystawiła mu rzeczy za próg. Miesiąc później była impreza, na której spotkała Jacka. Poszli do łóżka tego samego wieczoru. Raz i się udało. Basia nie mogła uwierzyć, po tylu latach. Nie wiem jak Jackowi, ale mnie chyba drugi raz nie starczyłoby odwagi – uśmiecha się trochę smutno. Choć niby jest szczęśliwa i, jak zapewnia, bardzo ojcu swego syna wdzięczna. – Do tej pory mam takie dni, że budzę się i muszę się uszczypnąć, że to nie sen, że naprawdę jestem mamą – mówi. Z drugiej strony jest zła na Jacka, który zapomina, że ona z małym żyją w małym miasteczku. Na chrzest Igora przyjechał z długonogą małolatą. Chyba tylko po to, żeby ludzie gadali. Dziecko uznał, ale swoim rodzicom nie powiedział. I jeszcze pieniądze. Jacek na syna nie żałuje, ale przede wszystkim kupuje mu drogie prezenty: wózek, ubranka, zabawki, wszystko musi być najlepsze, najdroższe. – Wolałabym, żeby odkładał pieniądze na konto, żeby mały miał na później. Bo myślę, że Jacek się kiedyś ożeni, a wtedy może już nie być taki hojny.

Eliza Gaul rozumie Basię. Też pochodzi z małego miasta w Białostockiem. Tam rodzina i sąsiedzi są przekonani, że Eliza żyje w luźnym związku z cudzoziemcem. – To przynajmniej są w stanie zrozumieć. Dlaczego zdecydowałam się na bank spermy, nigdy by nie pojęli – mówi. Eliza twierdzi, że większość kobiet, które mają dziecko z anonimowym dawcą, ukrywa ten fakt.

Rozum kontra serce
Profesor Jacek Hołówka, etyk, jest sceptycznie nastawiony do alternatywnych form rodzicielstwa. – Dlaczego ktoś, kto nie potrafi zbudować dojrzałego związku, uważa, że sprosta psychicznym i emocjonalnym wyzwaniom związanym z wychowaniem dziecka – pyta retorycznie profesor. Co prawda małżeństwo – co podkreśla – wcale nie czyni człowieka dojrzałym do rodzicielstwa i gwarancji żadnych nie daje, ale zasadniczo stwarza mniej problemów. Bo dziecku poczętemu w takim niekonwencjonalnym układzie coś zostanie odebrane i z tej straty rodzice będą musieli się kiedyś wytłumaczyć. Pojawi się pytanie: Czy byłem tylko waszą zachcianką? Według profesora ludzie, którzy eksperymentują z rodzicielstwem, są zaburzeni: niezrównoważone kobiety i egoistyczni faceci. – Mężczyzna, który godzi się na taki układ, działa w atawistycznym, samolubnym odruchu zaludniania świata – kwituje etyk. 

To bardzo ciężka decyzja, spędziłam dziesiątki bezsennych nocy, zanim ją podjęłam – oburza się Aneta. Wysłuchała księdza i psychologa, obaj odradzali. Przeczytała mnóstwo książek, które też nie zachęcały. Ale rozum przegrał z sercem. – Całe ciało krzyczało: dziecko! – I pewnego dnia pomyślałam sobie, że przecież po to jest ten świat, żebyśmy przekazywali życie. Że tak naprawdę jest to jedyna sensowna rzecz, którą możemy z nim zrobić. Nie uważa, że krzywdzi dziecko. – Na szczęście ma ojca. Ale bez niego też by się wychowało – kwituje. 

Karolina Szymczyk-Majchrzak za „Rozmowy nocą” dostała główną nagrodę Tygodnia Sztuk Odważnych w Radomiu. Spektakl wystawił warszawski Teatr Narodowy i krakowska Bagatela. Jesienią rozpoczną się zdjęcia do filmu. Pisząc scenariusz do ekranizacji, Karolina zmieniła zakończenie. Na scenie Marysia i Kuba, po zrobieniu dziecka, rozchodzą się każde w swoją stronę. W filmie będzie romantyczny happy end. Innego zakończenia szeroka publiczność mogłaby nie zaakceptować.

KONIEC